ni

Kategorie: Wszystkie | nie wqrwy | wqrwy
RSS
sobota, 28 stycznia 2012
misio

w ciagu ostatniego tygodnia wiele sie zmienilo.

- dostalam wyplate i przez kilka godzin mialam kase na koncie. kasa sie pozniej rozeszla na oplaty, dlugi i jedzenie. jeszcze tylko 4 tygodnie i bedzie nowa. na oplaty, dlugi i jedzenie. ale byl to tydzien inny od pozostalych ze wzgledu na kochana wyplate ;)

- zostalam acting team leaderka w mojej druzynie. przy okazji zostalam potraktowana jak szmata przez moj management, ale moja anielica skutecznie wybila mi z glowy proby walki. i racja, z tymi chujami nie wygram. a tymczasem CV wyglada ladnie i czeka na telefon z agencji.

- postanowilam przestac odmawiac, chowajac sie za moim dolem i problemami. w niczym mi to nie pomaga, ze siedze sama, a TAM sa tacy wspaniali ludzie, ktorzy moga w koncu przestac znosic moje fochy. w srode odwiedzila mnie moja ulubiona Pani Minister. i przyprowadzila ze soba MISIA. wiecie co, jak niewiele trzeba do szczescia --> wystarcza dobrzy ludzie. naprawde. dziekuje M :*

 

 

zastanawialam sie, czy nie wprowadzic fejsbukowych lajkow na blogu, ale cholera, boje sie, ze ktos mnie wyszpieguje i rozpozna. wiec chyba odpada. szkoda, moze w koncu bylabym slawna ;)

 

z t dzisiaj troche przykra rozmowa. zawiozl mnie do lidla na zakupy, wracamy i pyta, ile ma mi oddac za kocie zakupy online. mowie ile, a on "czy naprawde musisz kupowac takie drogie jedzenie?".

kopara mi z lekka opadla. oczywiscie, moge kupowac tani syf. tylko jak sie podejmowalo decyzje o zakupie dwoch rasowcow to chyba bylo wiadomo, ile co kosztuje. pozniej przyszlo mi tylko do glowy, ze przeciez ja najczesciej sama placilam za to zarcie i on sie nie dorzucal (bo nie prosilam) i po prostu se gosciu sprawy nie zdaje, jaki to wydatek. wiec jakby tutaj zawinilam.

pozniej z kolei pomyslalam, ze kurwa jego mac, place za samochod, ktorego wlasciwie nie uzywam. wiec moze ja bede sie koncentrowac na kupowaniu zarcia i zwiru dla kotow, a on niech se sam splaca auto nie?

nie chce sie z nim uzerac, bo wiem, ze tez nie ma kasy. ale np zaplacilam za tv licence. on telewizji nie oglada wlasciwie. ale to tak jak z autem, ja nie jezdze. wiec halo.

myslalam, myslalam, wymyslilam i nic nie powiedzialam, bo t powiedzial, ze ugotuje dla nas kolacje. i jakos glupio w takiej chwili wyjezdzac z chujowym tematem.

ale powiem.

okropne, ze trzeba w ogole takie rozmowy przeprowadzac.

 

mam nadzieje, ze u was w porzadku. ide poczytac :)

 

21:11, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 stycznia 2012
bylo sobie zycie

gdzies tam toczy sie zycie. ludzie sie bawia przy drinku albo i bez. rozmawiaja i ZYJA. weekend, sobota. czy tez kazdy inny dzien tygodnia.

ja w zawieszeniu.

przepraszam, ze nie pisalam, jakos nie mialam serca.

dzisiaj tez nie mam serca, ale wiem, ze zagladacie, wiec robie maly apdejt.

 

malzensko

przyzwyczailam sie, ale bylo ciezko. miala byc rozmowa na poczatku roku i nie bylo. za to t wychodzil na imprezy przez tydzien. pewnej nocy nie wrocil do mieszkania, zostal se u kolegi. przynajmniej tak twierdzil. miedzyczasie robil absolutnie nic zwiazanego z jego prosba o zaczecie od nowa. wymyslilam, ze skoro nie rozmawialismy i nie wyrazilam zgody, to po kiego ma sie starac.

wrocil do domu po poludniu, po tej imprezie. spojrzal na mnie i zapytal, czy jestem zla.

jestem

i wyrzygalam

usiadl na krzesle i pierwszy raz w zyciu STARAL sie rozmawiac. przychodzilo mu to z trudem, ale mowil. i nie zwial. pierwszy raz w zyciu nie wkurwialo mnie, ze tak powoli mowi i rozlazle.

patrzylam na niego i mialam trylion mysli w glowie, poczawszy od "boze wreszcie koniec" po "biedny t jak mi go szkoda, moze go przygarne jednak z powrotem".

i tak, oczywiscie, ze sie nie staral, bo czekal na rozmowe. typowe meskie myslenie. po chuj ma sie starac, skoro nie wie, czy musi.

wspolnymi silami doszlismy do wniosku, ze to nie ma sensu.

(pozniej przebeczalam kilka dni, bo to naprawde koniec)

(teraz becze tylko czasem, jak mam dola konkret, czyli czesto, ale nie non stop)

 

pracowo

chujnia jak zwykle. co wyjde z zaleglosci, to kogos nie ma albo dostaje dodatkowe gowna i znowu mam plecy. nadrabiam wieczorami, logujac sie z domu. za nadgodziny i tak mi nie placa, a wole spedzic chwile wiecej nad rzeczami dzisiaj, niz zapierdalac jesczcze bardziej w ciagu dnia jutro.

slowa szefowej, ze to niby bede szla w strone autoryzacji i oddawala processing innym mozna miedzy bajki wlozyc. dostalam awans i bede dalej dlubac w gownie. dlugo by opowiadac z jakich powodow; poza tym nie chce za bardzo wchodzic w szczegoly na wszelki wypadek, gdyby znowu trafila mi sie jakas idiotka ktora po tych informacjach postanowi mnie odszukac. (jak chcesz autograf lalu, to nie alarmuj polowy Dublina, zglos sie po prostu na priv. moge nawet napisac ci wierszyk - F)

 

 

 final tej krotkiej notki jest taki, ze w piatek prawie sie poplakalam z wkurwa DWA RAZY przy biurku. i doszlam do wniosku, ze nie, nic sie kurwa nie zmieni w tym kurwidolku. i, ze wiem, ze wszedzie moge spotkac takie same szuje oraz kretynow, ale moze w tym nowym balaganie przynajmniej zaczne sie rozwijac. i kiedys zarabiac przyzwoite pieniadze. bo tutaj cofam sie w rozwoju i nie widze szans na przyszlosc. przy okazji zapierdalam jak dziki osiol za marne grosze, a te same pieniadze dostaje kolezanka obok, ktora jest polinteligentna, dostaje absolutne minimum do zrobienia, przy czym oczywiscie potrafi sie biedna nie wyrobic. i trzeba szmacie pomoc. tzw team work (tylko dziala w jedna strone..)

nikogo natomiast nie obchodzi, ze kolezanka z polski, czy litwy sie nie wyrabia. jak sie kolezanka nie wyrabia, to niech kolezanka lepiej sobie zorganizuje prace/zostanie po godzinach. kolezanke polinteligentna sie pozniej wychwala jak dziecko w przedszkolu, mowiac, ze jest brilliant. a nam daje sie wiecej i wiecej i wiecej pracy. i do nas przychodzi sie z morda za kazdy maly blad. i my nie jestesmy brilliant, o nie, my jestesmy obce i robotne.

i to tez tak mnie wkurwia.... TAK mnie wkurwia.

pomyslalam, ze nigdy nie zaczne sie uczyc teorii (musze jakos udowodnic, ze bardzo chce inna prace; w dziedzinie, w ktorej doswiadczenia mam zero), jesli nie miala swego rodzaju "przymusu". godzine temu wyslalam cv do jednej z agencji. nie wysylam nigdzie wiecej, nie chce, zeby mi wydzwaniali z 32793437 miejsc. jedna dobra agencja i czekam. co ma byc to bedzie. tymczasem jutro w koncu zaczne sie uczyc, bo teraz juz MAM POWOD.

final notki dluszy niz sama notka. pisarki ze mnie nie bedzie.

a tak sie staralam.

 

towarzysko

dosc samotnie

oprocz aniola mojego oczywiscie. i was tutaj :)

 

psychicznie

bez komentarza

 

finansowo


bida, az piszczy. musialam pozyczac na wizyte u lekarza (ach, mialam brzydkie przeziebienie caly tydzien i lazilam do roboty; a w kolejnym tygodniu postanowilam wyzdrowiec do konca i nie bylo mnie w pracy przez 3 wspaniale, cudowne, piekne, zajebiaszcze dni).

plusy bidy sa takie, ze wyjadlam wlasciwie wszystko z lodowki i zamrazarki. i zaczelam nosic lancze do pracy. polowe jem w pracy, polowe w domu. nic sie nie marnuje.

robie sobie wlasnie wstepne zamowienie w tesco i zastanawiam sie, czy pepsi diet nie jest przypadkiem zbednym luksusem. ale z drugiej strony niech chociaz ta pepsi mam z zycia nie?

wyplata w srode i juz mam ja wlasciwie rozpisana na czynniki pierwsze. pogodzilam sie juz prawie z mysla, ze ja mam dlugi, a on nie. i z jakich powodow ja mam dlugi a on nie. fajna ze mnie baba, tak sie staralam uwic wspolne gniazdko. a, ze durna jak but, to inna sprawa. teraz mysle nad tym, jak najszybciej i najmniej bolesnie pozbyc sie dlugow. przychodzi mi do glowy jedyne i sluszne rozwiazanie: jackpot w lotto.

albo dlugie miesiace odmawiania sobie RZECZY i oszczedzania do bolu.

szalalo sie, to sie teraz posiedzi na dupie. moze w koncu ta ksiazke napisze. albo naucze sie szyc spodnie ze starego przescieradla. albo bede lezec az dostane odlezyn i w koncu stwierdze, ze czas wstac i cos zaczac robic.

 

 

 

 

01:25, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (3) »
niedziela, 01 stycznia 2012
jestem na nie

i kurwa zaczyna sie kolejny rok.

pewnie rok temu to juz pisalam. mama zawsze powtarzala, ze "jaki pierwszy dzien roku, taki caly rok". wiec ja mam syf w chacie, leze w dresie na sofie i wgapiam sie w tele oraz wpierdalam bez ograniczen caly dzien. zapowiada sie pieknie.

rano jeszcze mialam jakis plan i dobry nastroj i pomyslalam, ze o boze, tyyyyle godzin, TYLE moge dzisiaj zrobic. zaczelam od zrobienia makijazu (zeby mi sie przyjemniej wykonywalo drobne robotki domowe). 

i na makijazu stanelo.

nagle jest 8pm.

w sex and the city znowu odcinki z petrovskym, nie lubie go oj nie. chociaz mam maly sentyment, bo przypomina mi J. on mnie nie wkurwial, wrecz przeciwnie.

 

 zajrzalam na konto. moze z okazji nowego roku bank rozdaje losowym klientom miliony.

nie.

nie potrafie znalezc srodka. odwieczna finansowa ruina spowodowana byla wczesniej nie konczaca sie impreza, pozniej zakupami on-line na dola. 

z dwojga zlego imprezy bylyby chyba lepsze. bez kasy, ale przynajmniej kupa smiechu i jakies wrazenia.

no i ogolnie dupa zbita, ale przeciez ciagle zyje, pieniadze zarabiam (ludzie maja gorzej). jakos sie wykaraskam z kazdego dola, jak do tej pory. tylko martwi mnie to zycie z dnia na dzien. niezbyt wiem, od czego zaczac, zeby cos zmienic. malymi kroczkami, ale z ktorej strony.

i tak wam bede marudzic do 2013.

 

22:00, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (5) »
sobota, 31 grudnia 2011
ostatni wpis

.. w tym roku, nie cieszcie sie hehe.

uwaga

pieke ciasto.

kopiec kreta z pudelka, jakby co. bedzie z brzoskwiniom i serkiem waniliowym, bo to kopiec kreta sernik.

w polsce mamy fajne rzeczy. gotowe mrozonki na zupy, zajebiste przyprawy (ktorych i tak nie wiem do czego uzywac, ale oj tam), a ostatnio nawet odkrylam mieszanke do tzatziki lol wystarczy kupic jogurt naturalny, wymieszac i juz jest. no i rozne ciasta w pudelku, mlask. robilam ostatnio muffiny z pudelka i rzeczywiscie, nie smakuja tak, jak powinny, ale oj tam. ostatnio pieklam w ogolniaku. biszkopt z wisienkami ;)

ide sie gapic w piekarnik.

nastroj taki se, ale zdecydowanie lepszy, niz wczoraj.

 

chcialam wam, moi nieliczni czytelnicy, zyczyc wszystkiego dobrego w Nowym Roku. duzo sily, byscie mogli spelniac swoje marzenia. duzo radosci i wielu dobrych chwil. dziekuje, ze tu jestescie ze mna kolejny rok, niektorzy blogowo, inni rowniez w realu. sobie moge tylko zyczyc wiecej takich ludzi jak wy na mojej drodze. i wszystko bedzie dobrze.

12:12, frozen_soul , nie wqrwy
Link Komentarze (10) »
piątek, 30 grudnia 2011
bo nowy dzien wstaje

wczoraj przeszlam masakre emocjonalna. skonczylam przegladanie ubran w szafie, pozbylam sie kilku pudel (w szafie wiecej miejsca, wiec mozna z pudel przelozyc do szafy..).

co chwila kladlam sie na lozku i plakalam i plakalam. po czym myslalam, ze "nie, nie moge tak lezec bezczynnie i ryczec, musze cos robic". wstawalam, przekladalam 3 pary spodni i znowu w placz na lozku.

plakalam wlasciwie nie wiem dlaczego, ale plakalam, dopoki nie wyplakalam wszystkiego.

zmeczona obejrzalam jeden odcinek sex and the city i poszlam czytac do lozka. czytalam "12 x smierc" i pomyslalam, ze ja to kurwa mam problemy nie? o ksiazce powiedzial mi wieki temu nikt inny jak tylko Vinopij. dzieki xx

T wrocil z pozegnalnych drinkow kuzyna kolegi (hmm) okolo polnocy i zajrzal do mojej sypialni zapytac, jak sie czuje. wypada nadmienic, ze wczorajszy dzien wlasciwie przespalam na sofie. a jesli nie spalam, to oddawalam sie terapii placzem i dolem. i tak do wieczora.

i t zajrzal do mnie zapytac, jak sie czuje. ja, polamanym glosem, ze lepiej.

gowno prawda. czuje lzy.

zapytalam, jak impreza, po czym w bek. wszedl do sypialni, usiadl obok i mowi, ze moze by tak zaczac od nowa.

kolejny raz?

nasze zaczynanie od nowa z reguly konczylo sie na rozmowie o zaczynaniu od nowa. i ja nie wiem, czy ja chce zaczac od nowa, o czym t poinformowalam.

i tak chodze i mysle i ciagle nie wiem. to chyba nie jest dobry znak. czlowiek powinien chyba wiedziec takie rzeczy. 

nie wiem.

t poszedl spac, ja odplakalam swoje, przeczytalam kilka stron ksiazki i zasnelam.

obudzilam sie dzisiaj ok 9am, dziwnie wypoczeta. dokonczylam czytanie ksiazki. fajnie, prosto napisana, zdecydowanie za krotka, ale Michal mowil cos o wersji rozszerzonej bodajze w kwietniu. no to czekamy :] nie wiem, jak duzo trzeba miec w sobie sily, zeby przezyc taka traume. wpakowal sie w tarapaty na wlasne zyczenie, ale cholera, czytalam i nie moglam uwierzyc, co sie dzieje w tamtejszych wiezieniach. w tych czasach.. . 

wytaszczylam smieci, zajrzalam do skrzynki pocztowej. tam - dwie koperty. jedna swiateczna, czerwona, w srodku kartka od jednej z najdrozszych mi tu osob. czekala tam na mnie od wigilii. 

druga - certyfikat wlasnosci. od teraz jestem 100% wlascicielka mlodszego kota. mial wstepnie byc t, ale jesli sie rozstaniemy, ja zatrzymuje koty. przypisywanie mlodego do t nie mialoby teraz sensu.

 

niczym sharlotte po obejrzeniu dokumentalnego o e. taylor, tak ja po przeczytaniu powyzszej ksiazki, wstalam i zaczelam COS robic. nie twierdze, ze za pol godziny znowu sie nie porycze, ale chwilowo jest dobrze.

odkurzylam mieszkanie, przetarlam podlogi. ide sprzatac dalej.

 

 

i dziekuje wszystkim, ktorzy o mnie mysla. wiem, ze nie jestem sama w mojej mini - tragedii. jak stane na nogi, pojdziemy na wino xx

Tagi: 12 x smierc
14:17, frozen_soul , nie wqrwy
Link Komentarze (4) »
środa, 28 grudnia 2011
fajnie kurwa

koty zaszczepione i w 100% zdrowe (co wet stwierdzil po szczegolowej analizie zebow oraz po wysluchaniu bicia serc). zapomnial je chyba wet zwazyc, ale uswiadomilam to sobie w drodze powrotnej, wiec ten..

pracy w firmie nie dostalam. wszystko super ach och ale doswiadczenia nie mam. no nie mam, zgadzam sie. w nowym roku maja mi zorganizowac spotkanie z jednym z kolesi z kt mialam interwju, zeby dogadac, dlaczego mnie nie chca. szkoda kurwa, bardzo szkoda, bo to byla jedyna rzecz, ktora trzymala mnie przy firmowym zyciu ostatnimi czasy.

nadal pochlipuje. przestalam w ciagu dnia, ale teraz zabralam sie za reorganizacje szafy (i wywalanie ciuchow w kt nie chodze. znowu) i wodospad.

nie wiem, jak t to przezywa, chyba nie najlepiej, ale sie kryje.

 

tlumacze sobie, ze to dobrze, ze tak ma byc, ze w sumie to calkiem fajnie, bo mam duze lozko, bo mam duza szafe, bo rzeczy mamy juz wlasciwie podzielone. ale sam fakt, ze sie KONCZY, tego nie moge sobie wytlumaczyc. chociaz doskonale wiem, dlaczego sie konczy.(nie, sama tego nie rozumiem)

calkiem fajnie? kurwa mac.

19:41, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (5) »
wtorek, 27 grudnia 2011
nie wiem

to, ze rozmawialismy sto razy i umowilismy sie, jak sie umowilismy, nie ma znaczenia.

wspollokator wyjechal, t zostal we wspolnej sypialni.

wieczory spedzal przy swojej stacji dowodzenia - stole w livingu, gdzie ma laptopa, ipod i ipad. ostatnimi czasy nawet slowa do mnie nie wypowiadal, bo byl bizi. rozmawial ze znajomymi i cholera wie, co robil. zajety byl strasznie.

mi w sumie bylo na reke, bo cicho. ale czekalam, az zagai rozmowe o sypialni.

nie zagail.

wiec zagailam ja, wczoraj.

nie mial czasu sie przeniesc od ponad miesiaca.

dzisiaj cisza. po poludniu zakupy. jakis obrazono - wkurwiony, ale po latach spedzonych razem ciagle nie jestem pewna, co mu wlasciwie jest.

- jak chcesz to wez sobie czipsy

- nie, jestem na diecie - odpowiada t, wpierdalajac kromke chleba.

- jak jestes na diecie, to chleb raczej nie jest wskazany?

- jaki masz problem z chlebem?

zadnego, kurwa. pozniej jakos sie juz potoczylo, powiedzialam, ze jak ma kurwa zly nastroj, to nie musi sie nim dzielic ze mna. ze to, ze tamto. a on, ze on wcale nie jest w zlym nastroju.

(przypomina mi sie ostatni email od jednego z klientow, z ktorym sie zzylam troche bardziej, niz z innymi. napisal, zebym nastepnym razem nie wiazala sie z chinczykiem, bo oni sa tajemniczy i nigdy nie wiadomo, co naprawde mysla. i to jest, kurwa, prawda)

wypakowalam do konca siaty z zakupami, wlozylam co trzeba do lodowki, a reszte zostawilam na po kolacji. t polazl do kuchni i schowal tylko swoja czesc zakupow.

po czym zniknal w sypialni.

wchodze po pilnik do paznokci, a ten swoje ciuchy wyklada na lozko.

wynosi sie do drugiej sypialni albo sprzata.

wynosi sie.

chociaz, uwaga, "staral sie zostac w tej sypialni" ale skoro "ty mowisz, ze to bez sensu".. i cisza.

po co sie staral?

nie wie

*

tlumacze sobie, ze przeciez tego chcialam. to ja naciskalam. a teraz kurwa powstrzymuje z trudem lzy. bo juz teraz na moich oczach konczy sie kolejna faza i wchodzimy w nowa. a wszystko prowadzi do bolesnego rozstania. jest mi tak bardzo przykro, ze nie potrafi ze mna rozmawiac. albo ja z nim. ze po pijaku zostawia mi karteczki na drzwiach, ze on mi spierdolil zycie i, zebym go nienawidzila. a na trzezwo sie foszy i nie odzywa.

i ja nie potrafie uczyc doroslego faceta, jak rozmawiac z kobieta.

bedziemy tak sobie zyli do konca marca; w lutym postanowimy, co dalej z mieszkaniem. mam palpitacje serca na mysl o samotnym mieszkaniu, bo kasa. a nie mam nikogo, kto by zniosl 2 koty w mieszkaniu. oraz nikogo, kogo ja bym zniosla. oprocz jednej osoby, ale to nic pewnego. wiec chwilowo mysle w kategoriach mieszkania w pojedynke. a, ze jestem bojazliwa etc, musze mieszkac w miejscu bezpiecznym, czyli bede polowe wyplaty wywalac na mieszkanie.

tak mi przyszlo do glowy wlasnie, ze t wlasnorecznie wklada swoje wlasne ciuchy do szafy po raz pierwszy, od kiedy sie znamy. kazda przeprowadzkowa masakre szafowa przechodzilam sama. on pracowal. ja tez. ale on chyba bardziej.

jest dobrze, tak ma byc. spanie na jednym lozku jest w tej sytuacji chore.

ale co dalej..

jak

19:20, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 grudnia 2011
njusow brak

zycie toczy sie jak dawniej.

w pracy mysle o pracy, w domu staram sie nie myslec o pracy, ale bardzo mi nie wychodzi. mam wrazenie, ze gdzies tam pod ta cala kopula jestem klebkiem nerwow.

o nowej pracy nic nie slychac, chociaz pani z hr sama z siebie w piatek napisala, ze powinni miec nowiny na poczatku nastepnego tygodnia. czyli teraz. juz. i nic cisza.

a ja tymczasem powoli sie wykanczam.

patrze sobie jak jest niesprawiedliwie i jak jednym sie wybacza wszystko, a do nas wytrzeszcza sie galy z pretensja. jak inni robia cale gowno, a my mamy w chuj roboty. codziennie przychodze godzine wczesniej do pracy i kurwa dnia mi brakuje, naprawde. a umowmy sie, powolna nie jestem, maile szybko klepie, mam podzielna uwage itd. za duzo tego wszystkiego, za duze napiecie, za malo czasu. za glupia szefowa ktora leci na mlodszych kolesi. 

dosc.

wybaczcie, musialam se ponarzekac.

18:43, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 grudnia 2011
jest! juz jest!

to byl bardzo zly dzien w pracy. powrocila szefowa (byla w innym biurze przez ponad 2 miesiace) i zaczela sie jeszcze wieksza niesprawiedliwosc.

nie wiem, jak wytrzymam. naprawde nie wiem. jade na oparach cierpliwosci i sil. 

zostalo  mi 6 dni pracujacych w tym roku, podczas ktorych przez 2 dni koweruje inna robote i przez kolejne 3 koweruje jeszcze inna robote. zostaje mi zero czasu na moja wlasna. zaleglosci mam, ale kiedy o tym mowie, udaja, ze nie slysza. postanowilam sobie olac, pracowac w tym tempie, co do tej pory (czyli kurwa w super tempie) i robic ile dam rade. jak nie dam rady, to nie moja wina. nie bede w tym kurwidolku nocowac.

i moj mini plan jest taki, ze jesli nie dostane tej pracy u nas, w innym dziale, to ucze sie w swieta i wysylam cv.

nie wytrzymam tak dlugo.

*

ale teraz to wszystko pierdole, bo dzisiaj przyjechala trzecia czesc 1Q84 i chyba nie pojde spac.

 

18:31, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011
huhuhu jnia

trzeba sie przelamac i nauczyc sie nie czuc zmeczenia.

i nauczyc sie paru dodatkowych rzeczy, zeby wiedzieli, ze mi zalezy.

i jak najszybciej zaczac rozsylac CV.

 

ci ludzie nie maja zadnego poczucia obowiazku. nauczyli sie, ze za bimbanie dostaja spora kase i tak im zostalo, nawet recesja i zwolnienia ich nie przestraszyly.

 

mam dosyc zapierdalania za debili.

management jest, ale go nie ma. bo ma w dupie.

tym ludziom z reguly sie upieka. NAM nie.

mam serdecznie dosc

DOSC.

jestem tak zmeczona i bezsilna, ze chce mi sie plakac. a dzis dopiero poniedzialek.

 

gdzies tam w srodku czasem sobie niesmialo mysle, ze och, moze bog mi wynagrodzi ta ciezka prace. bo naprawde sie staram i naprawde dobrze pracuje.

wiem kurwa, pfff

 

 

 

ach zapomnnialabym

ps. napisalam dzisiaj do hr z pytaniem o feedback. bo widze, ze ogloszenie znowu wyszlo i, czy to oznacza, ze nie bylam suitable itd. odpisali, ze maja nadzieje miec update w przyszlym tygodniu. ale kumpela mowi, ze jej szefo notorycznie gada z laska ktora jest u nich na contract i pewnie zechca jej dac umowe na stale. tylko tak jakby ciagle brakuje im jednej osoby i to moja ostatnia deska ratunku. deseczka.

21:12, frozen_soul , wqrwy
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48
następne
Archiwum
Marzec 2006
Kwiecień 2006
Maj 2006
Czerwiec 2006
Lipiec 2006
Sierpień 2006
Wrzesień 2006
Październik 2006
Listopad 2006
Grudzień 2006
Styczeń 2007
Luty 2007
Marzec 2007
Kwiecień 2007
Maj 2007
Czerwiec 2007
Lipiec 2007
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Listopad 2007
Grudzień 2007
Styczeń 2008
Luty 2008
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Maj 2008
Czerwiec 2008
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Grudzień 2008
Listopad 2010
Grudzień 2010
Styczeń 2011
Luty 2011
Kwiecień 2011
Maj 2011
Czerwiec 2011
Lipiec 2011
Sierpień 2011
Wrzesień 2011
Październik 2011
Listopad 2011
Grudzień 2011
Styczeń 2012
Ostatnie wpisy
  • misio
  • bylo sobie zycie
  • jestem na nie
  • ostatni wpis
  • bo nowy dzien wstaje
  • fajnie kurwa
  • nie wiem
  • njusow brak
  • jest! juz jest!
  • huhuhu jnia
Zakładki:
A aaaaa tu bylam przez chwile
Wordpress
A nie w Pl i nie w Irl..
Aga
Brittany
DS
Forma
Pokolenie Ikea
Sawicka
Scribocin
Szwecja
Zgryzliwy
A w Pl..
Bloominka :)
Boska
Confetti
Daj dwie fajki
EnterLublin
Franiicee
GoodNews
Humanistka
Kielbasa stories
(nie)Swiadomie
Od nowa
Odwodnik
Passenger :)
Spiewajaco :)
Vinopij
Irl
Blog Eireann
Dublin
Dublinia
Irolka
Nasty
Nie_Ty
Ofca
Pani Minister
Sis
Tablica odjazdow
Taita
Naprawde naucze sie gotowac
Cudawianki 1
Cudawianki 2
Cudawianki 3
Mlask
Przy stole
Rozne
Antysocjal
F
Magda na Wyspie
Mol ksiazkowy
Overheard in Dublin
Threithioblog
Z babskiej perspektywy
Click for Dublin, Ireland Forecast

Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 2
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog